Zaśpiewał dla „pięknych ludzi”

Zaśpiewał dla „pięknych ludzi”

1127
0
UDOSTĘPNIJ

Bogusław Morka zaśpiewał dla ludzi Radia Maryja, pielgrzymów zgromadzonych na Jasnej Górze w minioną niedzielę 12 lipca. W powitaniu zawarł serdeczne, pełne szacunku przesłanie mówiąc: „witam was piękni ludzie tu zgromadzeni”. To powiedział światowej sławy artysta, jeden z pierwszych tenorów scen operowych, znany i lubiany śpiewak operowy powiedział do jeszcze niedawno wyśmiewanych „moherów” – „piękni ludzie” i na pewno nie miał na myśli pięknych strojów i toalet.

Morka zaliczany do najwybitniejszych polskich tenorów, debiutował na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie, solista Teatru Muzycznego Roma. Ma na koncie wiele znaczących ról operowych. Dokonał licznych nagrań radiowych i telewizyjnych. Do dziś dużo koncertuje w kraju i za granicą. Wystąpił u boku Placido Domingo w wielkim koncercie w Zabrzu w 1992 roku. Żona Kinga prowadzi wspólnie z nim Agencję Artystyczną Bel Canto.

Mówi się o nim, to mężczyzna obdarzony nie tylko głosem o pięknej, czystej barwie, ale także urodą. Szczupły, wysoki, o ujmującym uśmiechu, zawsze elegancki. Każde pojawienie się artysty na scenie wywołuje burzę oklasków.

W koncercie na Jasnej Górze wykonał dwie pieśni dla Maryi i jedną dla matki ale mnie urzekła jakby wybrana z powieści, historia pięknej miłości związanej z tym artystą, która dziś w realnym życiu już się podobno nie zdarza.

– Spotkaliśmy się na jednym z koncertów. Kinga od razu wpadła mi w oko. To miłość od pierwszego wejrzenia – zwierzył się pan Bogusław. – Dziś tworzymy szczęśliwą, małżeńską parę.

Tę historię można przeczytać w sieci, w różnych wywiadach w których artysta chętnie i z głębi serca szczerze o niej opowiada i wyznaje.

Poznali się na jednym z koncertów  kiedy on  przeżywał trudny okres. Miał za sobą dwa nieudane związki i już nie wierzył, że spotka kobietę swojego życia. Sceniczne sukcesy, duża popularność to za mało, dokuczała mu samotność i pusty dom. Wtedy nie przypuszczał nawet i nie  wierzył, że to kiedykolwiek się zmieni. Kingę, dziewczynę o długich nogach – piękność urodzoną w Przemyślu poznał na koncercie w Jarosławiu, była jedną z hostess.

– Zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie wytrzymałem i przed koncertem podszedłem do niej, zapowiadając, że będę śpiewał tylko dla niej. „Wróć do Sorento” i inne pieśni śpiewałem wpatrzony w piękną hostessę. Po koncercie czas należał tylko do nas. Tańczyliśmy, rozmawialiśmy niemal do rana. To był wspaniały, romantyczny wieczór – tak mówi on, a ona?

– Znałam Morkę z koncertów i podziwiałam, wiedziałam że z Grażyną Brodzińską tworzyli niezapomnianą sceniczną parę. Poprosiłam o zdjęcie z nimi. Dziś ta pamiątkowa fotografia wisi na ścianie w naszym mieszkaniu. Finał naszej znajomości był dla mnie zaskoczeniem. Po tygodniu Bogusław przyjechał do mnie do Przemyśla, spakował moje rzeczy i zabrał do Warszawy” – opowiada to, kończąc perlistym śmiechem.

Dziś tworzą piękną parę. Są razem  już kilkanaście lat. Wtedy odbył się cichy ślub w urokliwym kościółku w Rząśniku niedaleko Pułtuska. Mały kościółek i garstka najbliższych osób, żadnego wielkiego wesela nie było. To rodzinna miejscowość Bogusława Morki, gdzie nadal  mieszkają jego rodzice i brat.

– Dla mnie to był pierwszy związek małżeński. Jestem człowiekiem wierzącym i ślub kościelny jest dla mnie najważniejszy – podkreślał.

Są szczęśliwi. A do dnia poznania chętnie obydwoje wracają we wspomnieniach. Ona przecież nie może zapomnieć jak śpiewał tylko dla niej pieśń neapolitańską o Sorento. Pytani przez dziennikarzy czy byli w Sorento przyznają, że to jeszcze mają przed sobą i zaraz dodają, że w Polsce ze sobą mają własne Sorento już na co dzień.
Mieszkają w zacisznym miejscu, malowniczo położonym, z dala od cywilizacji. Las, grzyby, zaprzyjaźnione wiewiórki, do ogrodzenia podchodzą sarny i różne zwierzęta. Tu odpoczywają po koncertach, z dala od zgiełku. On sadzi drzewa, majsterkuje – buduje  karmniki dla ptaków. Żyją bez  telewizora, telefonów, w ciszy, w otoczeniu przyjaznej pięknej przyrody. To jest ich wspaniały świat, tu odpoczywają po trudach codziennego artystycznego życia.

Jednak corocznie latem wyjeżdżają do Bilbao w Hiszpanii, gdzie Bogusław Morka łączy koncerty z urlopem. I jak twierdzą nie nudzą się z sobą. Ciągle są złączeni wielką miłością i fascynacją.

Ich recepta na udany związek to szacunek, lojalność, wsparcie we wszystkich momentach, ale przede wszystkim prawdziwe uczucie. Mówią, jeśli się naprawdę kogoś kocha, to „miłość wszystko wybaczy”.

Można spuentować tę historię, że czasem wielka miłość jest na wyciągniecie dłoni i może trzeba ją tylko poczuć jakimś siódmym zmysłem?

Giza Banaszkówna

Fot. Youtube.org