UDOSTĘPNIJ

Rozmowa z Filipem Kubicą, który wraz ze swoim kolegą Tomkiem Domagałą prowadzi Chimney Cake Bakery. W tym miejscu możemy zjeść tradycyjne, węgierskie kurtoszkalacze. Jest to pierwszy taki punkt w Krakowie.

Znajdziemy go na ulicy Basztowej, nieopodal przystanku Dworzec Główny. Pomimo, że to malutka budka to zapach unosi się w powietrzu jak z ogromnej cukierni.

Wioleta Gaweł: Może na początek zapytam, nie jest Wam tutaj zimno? Jest dzisiaj -90C.

Filip Kubica: Jest idealnie. Jak to wszystko się piecze… w tym momencie mamy tutaj 260C

 

WG: O to jestem w gorszej sytuacji stojąc przy waszej budce.

WG: Otworzyliście biznes w Krakowie, czy stąd pochodzicie?

FK: Przeprowadziłem się tutaj na studia. Było to budownictwo, natomiast Tomek studiował Logistykę. Jednak nie odnaleźliśmy się w tych branżach a stwierdziliśmy, że nie będziemy narzekać, że nie ma pracy w tym kraju. Już na drugim roku studiów zaczęliśmy myśleć o swojej działalności. Była to organizacja eventów i od tego tak naprawdę się zaczęło. Były to między innymi eventy kulinarne i tam się pojawiały te ciastka. Zaczęliśmy interesować się tym tematem, jak to się wypieka, skąd ta tradycja się wzięła.

I padło na Kraków… ja już tutaj mieszkałem, Tomek w ciągu dwudziestu godzin się przeprowadził. Był to czas kiedy skończyliśmy studia, pojawiło się więcej czasu, trafiła się okazja z miejscem i w październiku już otwieraliśmy. Była to bardzo spontaniczna, szybka decyzja.

WG: Obaj macie wyższe wykształcenie, własny zawód, a jednak postanowiliście prowadzić własny biznes. Dlaczego akuratnie w takiej branży, która nie jest związana z waszym wykształceniem?

FK: Założenie biznesu zgodnie z wykształceniem wymagałoby dużego nakładu finansowego. Wiadomo podczas studiów odkładaliśmy pieniądze zarabiane przez wakacje za granicą. Pierwsza działalność jaką otwieraliśmy była z zerowym kapitałem, trochę udało się na niej zarobić. Dotyczyła branży eventów i niestety pojawiał się czas gdzie nie było zleceń, a żyć za coś trzeba było. Pojawił się w naszym życiu taki czas, że musieliśmy podjąć decyzję, albo wracamy do pracy w swoich zawodach albo otwieramy własny biznes. Wzięliśmy wszystkie pieniądze, które mieliśmy, zapożyczyliśmy się jeszcze u rodziny i tak tu w październiku wystartowaliśmy.

WG: A czy nie było by prościej pójść do pracy etatowej, kiedy jest już wykształcenie w konkretnym zawodzie, a nie zaczynać od zera?

FK: Pytanie czy ma być prościej, ma być ciekawie. Ja od zawsze miałem w sobie ducha przedsiębiorczości. W domu rodzicom coca cole sprzedawałem, by zbierać nakrętki na dmuchane fotele. Zawsze ceniłem swój biznes i niezależność. Też jest taka kwestia, że lubię jeździć autostopem po świecie i 20 dni wolnego w roku by mnie nie satysfakcjonowało, chociaż nie powiem tutaj jeszcze ani jednego od trzech miesięcy nie miałem.

WG: Własny biznes to jednak praca 24 godziny na dobę.

FK: Dokładnie, ale jest ciekawie i to nas napędza. Chociaż rozumiem jak ktoś chce się odnaleźć w pracy na etacie to nie mam obiekcji do takich osób, doceniam takie osoby a sami po prostu w czymś innym się odnajdujemy

WG: Nie wiele osób ma na tyle osób by rozpocząć własną działalność, także tym bardziej gratuluję.

Zapytam jeszcze o lokalizację, tutaj to miejsce dość długo było opuszczone, niezadbane. Jak to się stało że to miejsce znalazło się w waszych rękach?
FK: Szukaliśmy w całym Krakowie, na początku była to ulica Grodzka, Floriańska. Nie wiedzieliśmy nic o rynku nieruchomości i okazało się, ze na takiej ulicy zdobycie lokalu graniczy z cudem. Znaleźliśmy później to miejsce, też nie było łatwo je zdobyć, ale przekonaliśmy tym co chcemy robić, przynieśliśmy nasze ciastka upieczone w domu i tym przekonaliśmy do siebie

WG: Wasz biznes jest czymś nowym. Ciastka, które oferujecie nie są dostępne jeszcze sieciowo w Polsce. Klienci pewnie przychodzą i pytają co to jest. Skąd u Was pojawił się ten pomysł?

FK: Pomysł podpatrzyliśmy na kulinarnych eventach. Później poznaliśmy ludzi, którzy mają taki biznes na Węgrzech od nich tez sporo się dowiedzieliśmy. I przyznam się że w tym czasie w ciągu kilku dni zjedliśmy około 30 ciastek… Później nastąpił czas gdzie musieliśmy dostosować biznes do warunków panujących w Polsce. Tutaj mamy tak zlokalizowany lokal, że bardzo ważna jest jakość. Przychodzą do nas ludzie czekający na przystanku, często Ci sami. Dlatego musimy mieć wysoką jakość produktu. Dlatego od początku wszystko wyrabiamy tutaj. To, że nie ma konserwantów niektórym przeszkadza, bo następnego dnia ciastko niestety już traci swój prawdziwy smak. Jednak trzymamy się tej jakości i chcemy aby u ludzi właśnie to stanowiło priorytet.

WG: W tym momencie macie jeden punkt, właściciele pracują w swoim własnym punkcie. Czy zastanawiacie się nad rozszerzeniem działalności na różne miejsca w Krakowie czy w Polsce?

FK: Oczywiście, mamy taką myśl. Tak naprawdę już po miesiącu chcieliśmy zatrudnić pracownika. Jednak skupiamy się bardzo na szczegółach, zawsze nas denerwuje jak coś jest nie tak, więc dalej tutaj siedzimy. Jednak myślę, że to już ostatnie miesiące, jeżeli ktoś tutaj będzie mógł nas zastąpić mamy wtedy plan być może jeszcze jednego punktu w Krakowie a jak nie to w innym mieście. Nie powiem jeszcze w jakim ale już się gdzieś tam przymierzamy.

WG:Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę wielu sukcesów, a przede wszystkim smacznych ciastek

FK: Zapraszam zatem na ciastka!

 

WG: Ze swojej strony zapewniam, że ciastka to słodycz dla ust i aksamit dla podniebienia!

Polecam serdecznie!

Wioleta Gaweł

Fot. facebook.com/chimneycakekrakow