Rząd: zaciągane w pośpiechu długi we frankach

Rząd: zaciągane w pośpiechu długi we frankach

978
0
UDOSTĘPNIJ

Co chce zostawić Ewa Kopacz po ewentualnej przegranej w jesiennych wyborach – pustynię finansową, czy więcej: narodowy bankowy „weksel” zbliżony zobowiązaniem do greckiego zastawienia majątku narodowego? I gdyby nie media drugiego obiegu nikt by o tych zobowiązaniach nie wiedział, bo dzieją się w czasie kiedy jednocześnie trwa walka rządowej opcji politycznej PO PSL o utrzymanie się przy władzy na kolejną kadencję. Walka ta jest skutecznie wspierana przez prorządowy „przemył medialny”, utrzymujący się na fali równocześnie z opcją rządzącą już od lat w tym samym składzie.

W wywiadzie dla portalu „Prawy.pl„ udzielonym przez ekonomistę dra Mariana Szołuchę czytamy, że największy (580 mln CHF) kredyt walutowy we frankach zaciągnął w naszym – Polaków imieniu minister finansów Szczurek w kwietniu bieżącego roku, kiedy to głośno już było o ogromnym wzroście procentowym od kredytów we frankach i o problemie frankowiczów. Ministerstwo Finansów zadłużyło nas na te gigantyczne pieniądze, emitując obligacje denominowane na tę sumę. Należałoby zapytać panią Ewę Kopacz na co konkretnie potrzebne były takie sumy, czy m.in. na wyjazdowe posiedzenia rządu? Szołucha słusznie zauważa że koszty rządowego majstrowania przy kredytach zapłacimy jak zwykle my – wszyscy Polacy. Dlaczego – wyjaśnia ekonomista dziennikarzowi, który przytacza jedną ze sprzyjających rządowi gazet.

– Czytam właśnie w „Wyborczej”, że Platforma chce pomóc frankowiczom, złagodzić ich ból o 90 proc., kredytów we frankach na złote, ale to chyba ja zapłacę za tę pomoc. Tak czy nie? To znaczy, że Platforma znowu mnie okradnie, a Lis z Kraśko oświadczą mi w serwisach informacyjnych, że rząd pomógł Polakom?

Analityk zapytany o przewalutowanie kredytów i jakie korzyści z tego wynikają dla kredytobiorców powiedział m.in że to dziwne kryteria:

– O objęciu danej osoby pomocą powinno decydować ustalenie, czy została ona na kredyt walutowy namówiona przez bank, czy też podjęła to ryzyko w pełni świadomie, z pobudek spekulacyjnych. Dla przykładu, jeśli komuś odmówiono zdolności kredytowej w złotym, a przyznano ją we franku, wówczas należy uznać, że mamy do czynienia z klientem „wrobionym”.

– Jeśli ustawa, o której rozmawiamy, zostanie ostatecznie uchwalona, to każdy frankowicz będzie musiał podjąć decyzję, co dalej. Moja podpowiedź? Przewalutowanie najbardziej opłaci się tym, którzy brali kredyty po najniższych historycznie kursach, a także tym, którzy zastawionych nieruchomości zamierzają się pozbyć lub mają możliwość wcześniejszej spłaty zobowiązania. Wyobraźni natomiast zabrakło niestety wszystkim.

Przepraszam, ale klientom banków też. „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Kredyt w obcej walucie to przecież nie jest jakiś szczególnie wyrafinowany i niezrozumiały instrument finansowy. Oczywiście nie zmienia to mojej ogólnej oceny całego problemu, która zawiera się we wniosku, że od instytucji takiej jak bank czy KNF należy oczekiwać lepszej umiejętności przewidywania i szacowania ryzyka.

I tu należy dodać, przede wszystkim trzeba wyraźnie uwzględnić tych, którzy zostali „wrobieni” przez banki należy ich potraktować inaczej niż tych którym takiej wiedzy nie może zabraknąć jak chociażby ministrowi finansów. I czy w tym wypadku na przyszłość nie powinno się ustanowić prawem indywidualnej odpowiedzialności, również majątkowej dla osób podejmujących niekorzystne decyzje w naszym imieniu? Tym bardziej że minister ma do dyspozycji cały aparat administracyjny i finansowy, aby zasięgnąć opinii fachowców w każdej sprawie.

Grace Wood

Fot. Youtube.org