Prorok w opałach

Prorok w opałach

912
0
UDOSTĘPNIJ

Świat przyjął dziś za religię relatywizm, względność wszystkiego i bardzo nie lubi gdy ktoś głośno wyraża pogląd, że nie tyle „posiadł” prawdę, ile została mu dana. Dla wielu jest to kamieniem obrazy i powodem do oskarżania… To cytat z rozprawy filozoficzno teologicznej ks. Franciszka Gomułczaka SAC, publikujemy cz. I, kolejne zamieścimy pod tym samym tytułem w kolejnych odsłonach.

Każdy z nas musi liczyć się z tym, że wierność będzie go kosztować

Prorok wierny swemu posłaniu zawsze będzie „w opałach”; wystarczy przykład Ojca Świętego „ostrzeliwanego” dzisiaj ze wszystkich stron, także ze strony „otwartych” katolików, często zdających się nie wiedzieć czego tak naprawdę chcą. Wierność kosztuje. Owe „koszty” to najczęściej kpina, szyderstwo, wykluczenie z towarzystwa, czasem szykany. Współczesny laicyzm jest bardzo „tolerancyjny”. Postępuje wedle zasady: możesz posiadać własne poglądy, o ile zgadzają się z moimi”. W przeciwnym razie zostaniesz niechybnie antysemitą, faszystą, ksenofobem, a w najlepszym wypadku postacią „kontrowersyjną”. W wielu środowiskach panuje swego rodzaju psychiczny terror. Człowiek wie wówczas, że aby z niego nie wypaść musi udawać, że myśli tak samo jak wszyscy inni.

Świat przyjął dziś za religię relatywizm, względność wszystkiego i bardzo nie lubi gdy ktoś głośno wyraża pogląd, że nie tyle „posiadł” prawdę, ile została mu dana. Dla wielu jest to kamieniem obrazy i powodem do oskarżania Kościoła, a papieża w szczególności o brak szacunku i tolerancji  względem innych religii i w ogóle inaczej myślących. Cóż przeto myśleć o naszym Panu, który akurat nie mówi, że posiadł prawdę, ale wręcz, że JEST prawdą, i że nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przez Niego? ( Jezus jednoznacznie przypisuje sobie prawo do wyłączności!). Co sądzić o św. Piotrze Apostole, który w pierwszej katechezie po Zesłaniu Ducha Świętego woła do swoich słuchaczy, że poza imieniem Jezus nie dano ludziom żadnego innego Imienia, w którym mogliby być zbawieni (Dz. Ap. 4,11-12)? A przecież Kościół niczego innego nie głosi, a jedynie za św. Pawłem powtarza: „Przekazuję wam co sam otrzymałem”(por. 1 Kor11,23 i 15,3). Od Chrystusa, żeby było jasne. Gdyby więc następca św. Piotra pozostał sam jeden z tą prawdą, którą otrzymał, to w ostatecznym rozrachunku on będzie zwycięzcą; arytmetyka sondaży, głosowań, dyktat mody i ludzkich kaprysów nie mają tu nic do powiedzenia. Wielu katolikom wszakże wydaje się, że prawa moralne można zmienić dekretem, lub głosowaniem, albo uważają, że prawo świeckie należy stosować w życiu codziennym, a Boże o tyle o ile.

Dlatego na przykład, bez większych oporów usiłują rozwiązać przed świeckim sądem małżeństwo które zawarli przed Bożym Obliczem. I oburzają się na Kościół, że jest nieżyciowy. A Kościół może zapytać wtedy, co tak naprawdę znaczyły dla nich słowa wypowiadane przed ołtarzem: …aż do śmierci? I po co wzywali wtedy Boga na świadka? To tylko jeden z problemów w tej materii. Prorok w tego typu sytuacjach ma obowiązek mówić to, co otrzymał. A proroka należy słuchać. Tak, kochany bracie, siostro: biskup może być brzydki, gruby, ale w sprawach wiary i moralności mamy obowiązek go słuchać. Papież może nam się wydawać niemodny i mało polski, ale mamy go słuchać. To nasz obowiązek, jeśli swoje bycie w Kościele chcemy traktować poważnie. Są sprawy nad którymi się nie dyskutuje. „Kto was słucha, mnie słucha, kto wami gardzi, mną gardzi, a kto gardzi  mną, gardzi Tym, który mnie posłał”…(Łk 10,16).

Warto niekiedy zastanowić się nad tymi słowami Chrystusa i nad konsekwencją naszego „nie” wobec nauczania Magisterium Kościoła. Piotr otrzymał zadanie „umacniania braci w wierze” a nie „unowocześniania” jej wedle pomysłów kolejnych pokoleń. Jeśli ma umacniać w wierze, to siłą rzeczy sam nie może w niej błądzić, i jeśli Chrystus nakłada taki obowiązek daje siły intelektu i światło Ducha Świętego, aby Piotr mógł swoje zadanie wypełnić. Dlatego wierzymy, że papież wypowiadając się w sposób uroczysty w sprawach wiary, moralności i obyczajów cieszy się specjalną asystencją Ducha Świętego.

Często jest tu wiele nieporozumień: wielu sądzi, że w każdej sprawie papież jest nieomylny i nie potrafi, skądinąd słusznie, tego zaakceptować. Wcale nie tak rzadko przychodziło mi tłumaczyć, że musi on wyraźnie zaznaczyć, że jego wypowiedź ma charakter uroczystego, nieomylnego nauczania, chyba, że głosi prawdy wiary apostolskiej przyjmowane od zawsze. Encyklika papieska dotycząca na przykład spraw społecznych należy do zwyczajnego nauczania i nie przysługuje jej atrybut nieomylności. (Każde wyjaśnienie problemu opatruję zawsze zdaniem uzupełniającym o istnieniu katechizmu Kościoła Katolickiego i o naszej powinności pogłębiania swojej wiary i wiedzy religijnej). Nauczanie prawd wiary i wynikających z niej powinności moralnych jest jedynie przekazywaniem tego co Kościół otrzymał jak depozyt. Nie ma „nauki Kościoła”, jest tylko przekazywana przezeń nauka Boża. Jeśli byłoby inaczej, to rzeczywiście należałoby pytać o sens istnienia Kościoła, sakramentów, naszego udziału w Eucharystii itd. W tym kontekście należałoby także wtedy pytać o sens urzędu kapłańskiego.

Pełnię władzy nauczania i rządzenia wynikającą z tego urzędu ma każdy biskup pozostający w łączności z Biskupem Rzymu. Ważną zasadą cementującą funkcję prorocką jest zasada sukcesji czyli następstwa. Oznacza ona, że władzę otrzymaną od Chrystusa apostołowie przekazują swoim następcom poprzez włożenie rąk. Ci zaś tę samą władzę rządzenia, nauczania i uświęcania przekazują z kolei swoim następcom i tak aż do skończenia świata. Oznacza to, że każdy biskup „pochodzi” w prostej linii od któregoś z apostołów a swoją władzą dzieli się z podległymi sobie kapłanami, również poprzez gest włożenia rąk. Nie ma tu więc żadnej uzurpacji władzy, żadnej władzy iluzorycznej, a jedynie mandat sprawowany w imieniu Chrystusa i z Jego woli. Dlatego już od czasów dawniejszych duchowny określany był jako „alter Christus” (drugi Chrystus). Warto popatrzeć więc na kapłana przede wszystkim z tej perspektywy. Tylko on mocą Chrystusa odpuszcza grzechy („komu grzechy odpuścicie są im odpuszczone, a komu zatrzymacie są im zatrzymane”), tylko nim posługuje się Zbawiciel w Ofierze Mszy Świętej dokonując przemiany chleba i wina w swoje Ciało i Krew itd. Trzeba budzić w sobie ten zmysł wiary i pomóc w tym innym, abyśmy nie pozostawali ślepi na tę przebogatą duchową stronę wspólnoty Kościoła czy kapłaństwa i nie mówili o nich językiem laickim wypranym z tego co nadprzyrodzone, zwłaszcza teraz w ogłoszonym przez Ojca Świętego Roku Kapłańskim.

Każdy kapłan ma swój udział w Wiecznym Kapłaństwie Chrystusa i z niego czerpie swoją moc. I jak mówi św. Paweł Apostoł, nikt sam z siebie nie bierze sobie tej godności. Każdy z nich jest z ludu wzięty i dla ludu postanowiony w sprawach odnoszących się do Boga. (Hbr 5,1). Raz powołany pozostaje nim na zawsze, nawet jeśli porzuca powierzoną mu trzodę i oddaje się życiu świeckiemu. Można pozbyć się zewnętrznych oznak przynależności do stanu duchownego, można to zadeklarować publicznie (jak niektórzy to ostatnio uczynili), przed Bogiem jednak nadal pozostaje się tym, który został posłany; raz otrzymanej pieczęci Ducha Świętego niczym już, choćby najpotworniejszym grzechem, zmazać się nie da. Trzeba dziękować Bogu za dar kapłaństwa, za to że poprzez swoich wybrańców towarzyszy nam od urodzenia aż do śmierci. I potrzeba modlitwy za nich, ponieważ oprócz troski o własne zbawienie dźwigają krzyż odpowiedzialności za zbawienie trzody sobie powierzonej. Trzeba też zdecydowanie odpierać zarzuty jakoby kapłaństwo katolickie powstało „później”. Świadkiem istnienia struktur hierarchicznych w Kościele od jego zarania jest św. Ignacy, biskup Antiochii, żyjący na przełomie I i II wieku. Wieziony na stracenie do Rzymu pisze listy do mijanych wspólnot kościelnych w Azji Mniejszej (dzisiejsza Turcja), w których napomina kapłanów i diakonów a także świeckich chrześcijan aby trwali w jedności ze swoim biskupem.

To on jest autorem stwierdzenia, że gdzie nie ma biskupa tam nie ma Kościoła, on też jako pierwszy użył w odniesieniu do Kościoła przymiotnika „katolicki”(„gdzie jest cały Chrystus, tam Kościół jest katolicki”). Świadectwo jego jest tym cenniejsze, że był on na stolicy biskupiej w Antiochii następcą świętego Piotra Apostoła; można więc powiedzieć, że otrzymał swoją naukę niejako „z pierwszych ust”.  Każdy duchowny, od wikarego w parafii aż po biskupa Rzymu, powtórzmy to raz jeszcze, ma obowiązek głosić naukę Bożą, głosić a nie czynić umizgi do ludzi „tego świata” i za cenę występu przed kamerą, czy liberalnym audytorium, za cenę marnego poklasku czynić z siebie pośmiewisko czy budzić współczucie. Warto tu przytoczyć słowa św. Pawła skierowane do biskupa Tymoteusza:

„Poprzysięgam cię na Boga i na Chrystusa Jezusa, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych: głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, przyjdzie bowiem czas, że prawdziwej nauki będą się wstydzić i mnożyć sobie będą nauczycieli, bo ich uszy swędzą…” (por. 2 Tmt 4,1 nn) .  Czy kapłan, który przestaje nauczać „w porę i nie w porę” i unika „wykazania błędu” sprzeniewierza się swemu powołaniu i wierności Prawdzie Objawionej? Bezwzględnie tak.

Autor: ks. Dr Franciszek Gomułczak SAC

Wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Misjonarz i rekolekcjonista.