Lekcja dla Kopacz kto zrobi z Polski Grecję

Lekcja dla Kopacz kto zrobi z Polski Grecję

1056
2
UDOSTĘPNIJ

 

Polska premier w pośpiesznej podróży pociągiem  do władzy na kolejne lata, nie miała czasu zapoznać się z faktami na temat polityki biznesowej Unii Europejskiej stosowanej wobec krajów wschodnich, członków spoza starej siódemki. A szkoda, bo może nie opowiadałaby Polakom, że kiedy Beata Szydło wprowadzi plan reform to Polska stanie się dzisiejszą Grecją. Dzisiejszy lament dogorywającej Platformy z panią premier na czele akurat w kwestii porównań do Grecji  jest żałosny w świetle prasowych doniesień, które kilka dni temu obiegły świat biznesu.

Sprawę nagłośnił „The Guardian” informując, że sieci supermarketów Lidl i Kaufland, należące do jednej z najbogatszych rodzin w Niemczech, otrzymały od Światowego Banku prawie miliard dolarów pożyczki na ekspansję i rozwój we wschodniej Europie. Wspieranie prywatnych sieci publicznymi pieniędzmi spotkało się z krytyką nawet na zachodzie. Bank Światowy, którego jednym z zadań jest ograniczanie biedy na świecie, tłumaczy że pieniądze dla sklepów Lidl i Kaufland pomóc miały w rozwoju sieci w Europie Środkowej i Wschodniej, w utworzeniu nowych miejsc pracy i w zaoferowaniu tanich produktów dobrej jakości dla biedniejszych konsumentów. Brzmi jak bajki dla dorosłych w świetle faktów.

Decyzja ta jednak została zaatakowana przez związki zawodowe i ekonomistów. W świetle oskarżeń, jakie od lat padają przeciwko sieciom, argumenty o polepszeniu warunków pracy i otworzeniu nowych rynków zbytu lokalnym producentom brzmią kuriozalnie, dodatkowo Lidl w Polsce nie należy do najtańszych sieci, więc teza o dostarczaniu taniej żywności jest zwyczajnie fałszywa – jak nie mocniej jeszcze – oszustna.

O sieci Lidl i Kaufland glośno było nie raz w mediach. W ubiegłym roku na jaw wyszło, że szefowie Lidla zabraniają pracującym u nich Polakom rozmawiać w ojczystym języku – nawet z polskimi klientami, nawet podczas przerw.

Obie sieci często krytykowane są za swoje podejście do pracowników, łamanie ich praw, zmuszanie do nadgodzin, pracę ponad siły  i poniżanie. W 2004 roku niemiecki związek zawodowy opublikował „czarną księgę” – dokumentację naruszania praw pracowniczych przez firmę Lidl. Kilka lat później okazało się, że firma szpiegowała swoich pracowników.  Chodziły pogłoski, że Lidl wynajął prywatnych detektywów do inwigilowania ich osobistego życia. Lidl odrzucił zarzut, przyznając jednak, że w sklepach montowane były ukryte kamery, aby zapobiec kradzieżom.

Dziś straszenie Polaków, że jakakolwiek zmiana władzy naruszy dobre dla Polski statusowo jest hipokryzją i liczeniem na zupełną ciemnotę obywateli, którzy nie widzą co się wokół nich dzieje. Przypomnieć należy ten sam styl narracji za rządów Tuska podczas węgierskich reform Orbana kiedy to miał nastąpić koniec dla Węgier, wyprowadzenie się zachodnich banków i upadek węgierskiej gospodarki. Polska „Kasandra” w postaci prorządowych mediów totalnie się pomyliła w umiejscowieniu bankruta? Grecja w parze z Polską była wówczas na „zielonej wyspie” Tuska w medialnej propagandowej „zupie” co może sugerować że po Grecji kolej na …

Na szczęście Polacy dziś już zmądrzeli i powoli wychodzą z zamroczenia propagandą, a poza tym wyrosło nowe pokolenie, które ocenia sytuację bez bagażu tzw. ubogich zakompleksionych krewnych. Młode pokolenie sięgnęło do starych wzorców i autorytetów, których życiorysy i kości odkopują z dołów śmierci. Młodzi dziś pytają dlaczego ta pomoc Banku Światowego, którego jednym z zadań jest ograniczanie biedy na świecie nie trafia tam gdzie powinna – czyli wprost do tych krajów, na rozwój ich gospodarek? Młodzi Polacy są dostatecznie wykształceni, nie gorzej od zachodnich młodzieńców i nie głupi od nich (co chwilę docierają doniesienia o odkryciach Polaków nawet w tych warunkach biedy), więc dlaczego im się nie stwarza warunków tworzenia biznesu?

Niemiecka grupa Schwarz rozpoczynała działalność w 1930 r. jako hurtownia spożywcza. Jej założycielem był Joseph Schwarz – razem ze swoim biznesowym partnerem, Ludwigiem Lidlem, szybko podjęli decyzję o rozszerzeeniu. Syn Schwarza, Dieter, zaczął pracować w firmie tuż po ukończeniu szkoły. Pierwszy Lidl – jako dyskont – powstał w 1972 roku. Prawa do nazwy odkupiono od Ludwiga Lidla, ponieważ pierwotnie rozważana – Schwarz Markt – mogłaby się źle kojarzyć, oznacza po prostu „czarny rynek”. Ale w nowej sytuacji otwarcia się wschodnich rynków zbytu (to miedzy innymi my), poszerzenia „Eurolandu” niemieckie władz skutecznie zadbały o swoją gospodarkę nie bacząc na postanowienia.

– Według dokumentacji, pierwszy kredyt – 100 mln dolarów – Grupa otrzymała od IFC w 2004 roku. Pieniądze te miały być przeznaczone na rozwój i rozszerzenie działalności Lidla w środkowej i wschodniej Europie, m.in. w Polsce. Druga część kredytu –  75 mln dolarów – przeznaczona została na rozszerzenie Kauflandu w Bułgarii i Rumunii i kolejne 66 mln dolarów dla Lidla w Rumunii. Na rozwój Lidla w Bułgarii, Chorwacji oraz na otwarcie pierwszych sklepów w Serbii pożyczono 105 mln dolarów.

– IFC broni swoich inwestycji w Grupę Schwarz, argumentując, iż konsumenci uzyskali dostęp do produktów żywnościowych wysokiej jakości, a miejscowi rolnicy otrzymali nowe możliwości dostaw swoich produktów. Decyzji Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju broni Gilles Mettetal; jak twierdzi, Lidl i Kaufland dają ludziom dostęp do produktów, których nie mieliby szansy zdobyć w inny sposób (za http://www.theguardian.com).

Stara unijna piętnastka na samym początku dobrze się urządziła, tworząc sobie warunki do bogacenia się na rozszerzeniu „Eurolandu”, dlatego tak łatwo można w unijnych gremiach na jedne sprawty przymykać oczy, inne korzystne dla starej piętnastki przepychać kolanem.

W ten sposób Lidl i Kaufland koszą konkurencję. Mały, rodzinny biznes i te sklepy nie mają szans przy hipermarketach. Drobni przedsiębiorcy od lat zwracają uwagę, że supermarkety ich zwyczajnie zjadają. Premier Orban pierwszy pokazał jak powinien zachowywać się przedstawiciel rządu swojego kraju, pokazał po prostu komu służy, ale nie pani Kopacz, która przy boku Tuska urządzała nam Polskę do greckiej drogi.

Węgierski premier Victor Orban znalazł posób: chcąc zadbać o rodzimych drobnych przedsiębiorców, wypowiedział wojnę dużym dyskontom. Z centrów miast oraz okolic obiektów UNESCO znikają  hipermarkety i supermarkety. Szef rządu węgierskiego wprowadził także podatek od obrotu dla sieci sklepów, który wynosi maksymalnie 6 % wysokości obrotów, zamknął sklepy wykazujące straty przez dwa lata, a także zakazał handlu w niedzielę.

Polityka makroekonomiczna Orbana, choć początkowo torpedowana i krytykowana przez UE i międzynarodowe instytucje finansowe, w końcu spotkała się z aprobatą Międzynarodowego Funduszu Walutowego – MFW, pochwalił Węgry za skuteczną obronę rodzimego kapitału.

Grace Wood

Fot. Youtube.org

Wykorzystano informacje http://www.koloryicienie.pl