Łaska ministra Glińskiego na pstrym koniu

Łaska ministra Glińskiego na pstrym koniu

496
0
UDOSTĘPNIJ

Komentarze o „uprzejmości, obyczajności, kulturze i wyczuciu społecznym” publicznych przeprosin prof. Glińskiego i zarazem ministra kultury bynajmniej nie milkną. Wystarczy prześledzić społecznościowe komunikatory i telefony do różnych programów m.in. ostatnio „W Tyle Vizji” aby wiedzieć, że cała społeczna siła która wyniosła ministra Glińskiego na ministerialny „stołek” jest oburzona a delikatniej zniesmaczona.

W wywiadzie dla Gazety Polskiej Codziennie pan minister nie wychodzi z obranego kursu dowodząc tym wszystkim nieuświadomionym, niedouczonym zwanym przez jaśnie oświeconych moherami, tymi co to jak dostali 500+ zawładnęli plaże dotąd zarezerwowane nie dla nich przecież.

Otóż co mówi pan profesor Gliński.

25 proc. funduszy przeznaczonych w Niemczech na tzw. „fundacje partyjne” (u nas takie nie funkcjonują i ustawa zabrania finansowania partii politycznych od red.) finansuje działania zagraniczne. W ten m.in. sposób Niemcy budują swoje wpływy. Dlaczego my przez 27 lat nie byliśmy w stanie tego zrobić? – pytał wicepremier Piotr Gliński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie”.

Dlaczego więc panie ministrze te organizacje, których decydentów pan przeprasza tego nie robiły – nie budowały polskich wpływów? Pan wie i wszyscy którzy z NGO mieli do czynienia wiedzą dobrze, że było zupełnie odwrotnie i te organizacje do których kierowano milionowe „strumienie łask” zwykle wykonywały działania raczej utrwalające obce wpływy.

– Chciałbym być dobrze zrozumiany: błędy i kłopoty nie mogą przysłonić faktu, że sektor pozarządowy jest pożyteczny i potrzebny Polsce i polskiej demokracji. Trzeba jedynie stworzyć warunki do jego „zdemokratyzowania”, rozwoju i reformy – mówił dalej minister Gliński w tym wywiadzie.

To zdumiewająca kolejna wypowiedz, tak jak zdumiewające było wystąpienie na gorąco w programie „Minęła Dwudziesta” TVP. Mamy uwierzyć, że pan minister nie zrozumiał pytań dziennikarza o finansowanie organizacji w których funkcje pełnią osoby związane pokrewieństwem czy koneksjami z politykami – decydentami tego finansowania?

Słaby sektor pozarządowy w Polsce (jak raczył zauważyć pan minister) swoje źródło ma właśnie w tym chorym systemie, który ktoś tu próbuje usprawiedliwiać. Każdy wie, ze nie trzeba czekać na reformę aby być uczciwym w rozróżnieniu nepotyzmu i kolesiostwa. A pan minister miał się zająć audytem kultury a nie utrwalaniem czegoś co tylko z nazwy i z założenia jest pożyteczne.

Panie ministrze, to ta część najsłabszego sektora – organizacje często w 100% wolontariacie, w których młodzież wypruwała sobie żyły, żeby ten chory system pokazywać, podejmowała desperackie próby walczenia z draństwem (czytaj) nie miała szans w istniejących układach wygrania żadnego z konkursów. Skąd te organizacje miałyby czerpać siły skoro w poprzednim rządzie za ministra Kosiniaka finansowało się z funduszy unijnych organizacje, które nie zakwalifikowały się w konkursach grantowych dostawały dofinansowanie (można powiedzieć „na tzw. lewo”, czyli bez konkursu ) choć prawo unijne tego zabrania. A jak się to prawo omijało tłumaczyła na „taśmach prawdy” była minister PO dziś urzędniczka w Brukseli.

Organizacje, których decydentów dziś się przeprasza powinno się najpierw rozliczyć z dotychczasowej często wątpliwej społecznie działalności. Widzowie Wiadomości TVP są wdzięczni dziennikarce, która opracowała i pokazała wykres powiązań stanowisk i przepływ pieniędzy w tych przepraszanych organizacjach. Dziś na pewno nie przejdzie już druga gruba kreska a społeczeństwo, które tak zdecydowanie opowiedziało się za głębokimi zmianami, zmian tych się domaga.

Czy wygra społeczeństwo i dobra zmiana? Ten cytat z wywiadu dla GPC wicepremiera Glińskiego tego nie potwierdza:

– Wicepremier zapowiedział, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie będzie obcinało strumieni pieniędzy, które płyną z pozarządowych źródeł na różnego rodzaju działalność. – Stoimy na stanowisku, że państwo ma obowiązek finansować także grupy obywatelskie, opozycyjne wobec aktualnej władzy, tak jak to ma miejsce we wszystkich dojrzałych demokracjach – podsumował.

Należy tylko mieć nadzieję, że szybko powstanie ciało społeczne na wzór grupy obywatelskiej „Miasto jest nasze” aby pomóc „dobrej zmianie” w uzdrowieniu przestrzeni dla działalności społecznej i kultury.

Stanisław Styczyński

Fot. Youtube.org