Jeszcze nie wiemy co się wydarzyło 25 listopada

Jeszcze nie wiemy co się wydarzyło 25 listopada

915
0
UDOSTĘPNIJ

Mój dziadek powiedział  po ogłoszeniu w telewizji wyników wyborów „Dzieci, no to mamy po raz pierwszy od 39 roku wolną Polskę”. Te słowa powtórzył  nam jeden z naszych redakcyjnych kolegów dwudziestopięcioletni wnuk owego dziadka i dodał z uśmiechem, że jego dziadek pewnie by go zabił gdyby nie zagłosował na opcję, która jest bez reszty za Polską.

I to nie był jakiś pojedynczy głos sentymentalnego dziadka przeniesiony na wnuka, ten zwielokrotniony głos przełożył się na wynik wyborczy czy się to przeciwnikom podoba czy nie to on przeważył, głos zdecydowanie narodowy. Można tu jeszcze rozważyć przyczyny choćby nieoczekiwany zalew islamizmu na Europę, ale zostawmy to rozważanie na razie na boku i przypomnijmy głos pochodzący – można tak powiedzieć – od korzeni polskości. To głos przedstawiciela tych korzeni, przedstawiciela Kościoła Polskiego – znanego nam już z artykułów o Polsce ks. dr Franciszka Gomułczaka, który tak pisał o Polsce na długo przed ostatnimi wyborami i w kim pokładał nadzieję i czyż to nie była wielka lekcja patriotyzmu, nauka która zebrała owoce?

Ojczysty dom to istny raj, dar Ojca Niebieskiego i choćbyś przeszedł cały kraj, nie znajdziesz piękniejszego”.

Po raz kolejny jesteśmy w świątyni z tej wyjątkowej okazji – dziękczynienie za dar Niepodległości. Jesteśmy w świątyni bo taki jest nasz polski styl… kto tego nie rozumie albo podważa daje wyraz swemu wyobcowaniu z naszego narodowego „być i mieć”. Rycerze pod Grunwaldem nie śpiewali laickich pieśni tylko Bogurodzicę, Unię lubelską zawierano przysięgając na Krzyż Zbawiciela, Jan Kazimierz  w dramatycznej chwili ukląkł jako suwerenny i legalny władca przed wizerunkiem Maryi we lwowskiej katedrze, Jan III Sobieski idąc pod Wiedeń zatrzymywał się w mijanych sanktuariach Maryjnych a nie u wróżek, zaś bitewny okrzyk rycerstwa polskiego brzmiał: „Jezus Maryja!”. 3- majowa Konstytucja napisana został w „Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego”. 

Na sztandarach powstańców styczniowych widniały wizerunki Maryi i świętych. A we wszystkich tych sytuacjach polskiemu orężu i polskiej sprawie towarzyszył kapłan dzieląc trudy a gdy trzeba było to i szubienicę ze swymi żołnierzami. Armia Krajowa w swej przysiędze odwoływała się do Męki Pańskiej i Królowej Korony Polskiej. Rozumiał to i szanował pierwszy prezydent II Rzeczpospolitej Gabriel Narutowicz. Chociaż był człowiekiem niewierzącym polecił by z tekstu jego prezydenckiej przysięgi nie wykreślać słów „Tak mi dopomóż Bóg!”.

Rozumiał, że dla jego rodaków jest to ważne. Ale tak potrafi się zachować tylko ateista z przekonania, tym bardziej godny szacunku i pamięci. Rozumiał jak ważnym spoiwem narodu jest więź religijna, że to ona sprawiła, że w 1918 roku było cokolwiek do odzyskania, że polska niepodległość przechował się w świątyniach, Gorzkich Żalach, Grobach Pańskich, w Słowie Bożym splecionym z ze słowami kaznodziejskiej nadziei, w ojczystym obyczaju tak splecionym z religią katolicką a pieczołowicie kultywowanym w szlacheckich zaściankach, dworach i chłopskich chatach. Nie podzielając nadprzyrodzonego charakteru religii można w niej dostrzec także ten walor spoiwa i ochrony tego co nam drogie, co jest polskie i nasze i co daje nadzieję, że i w przyszłości w razie kolejnych prób dziejowych, które przecież mogą nadejść Kościół Katolicki i wiara będą pewnym schronieniem dla naszego „być i mieć”, a obecnie wspomogą budowanie naszej wolności, która jak przestrzegał Jan Paweł II nie jest dana raz na zawsze i ciągle ja trzeba zdobywać umacniać i poszerzać. Jak więc rozumieć te środowiska które pod byle pretekstem i z uporem godnym lepszej sprawy dążą do spacyfikowania Kościoła, odsunięcia go od wpływu na wychowanie i moralną formację Narodu? Jak rozumieć tę często nieskrywaną agresję i manipulację, te nieustanne próby dyskredytowania roli Kościoła, duchowieństwa, religii w ogóle?  

Wypada wyrazić smutek, że niektóre siły polityczne w taki czy inny sposób próbują zrealizować wizję państwa bez religii i narodu bez zasad i wartości które zawsze gwarantowały nam przetrwanie. Czynią to zarówno ci którzy pod zmienionymi sztandarami są spadkobiercami zbrodniczych idei komunizmu jak i ci próbujący na różny sposób wnosić na polski grunt idee agresywnego laicyzmu z Zachodu. A wszystko w białych rękawiczkach i pod pozornie szczytnymi hasłami. Jednym z tych sposobów jest próba nieustannego pomniejszania obszaru tego co święte i nietykalne. Pod pozorem wolności sztuki toleruje się albo dyskretnie aprobuje to co w normalnych warunkach uważane jest za bluźniercze. Krzyż Chrystusa – znak zbawienia obiekt czci i nabożeństwa milionów ludzi jest w bluźnierczej i chorej ekspozycji profanowany w CSW. Krzyż wypożyczony został w tym celu z muzeum narodowego. Nie słychać głosów oburzenia w mediach, wystarczy za to jeden czy dwu kapłanów postawionych w stan oskarżenia byśmy mieli niekończący się festiwal żółtych i czerwonych pasków na ekranie, dyskusje od rana do wieczora i biadolenie nad stanem Kościoła. Tego typu sytuacje uczą bardziej niż cokolwiek innego o stanie mediów, świata polityki czy kondycji pewnych środowiska uznawanych za artystyczne. 

Są to działania krótkowzroczne i głęboko nieodpowiedzialne. Nie bądźmy naiwni. Historia nie stoi w miejscu a wokół nas toczy się bezwzględna walka o wpływy. Gdzie schronimy się w razie niebezpieczeństwa jeżeli pozwolilibyśmy na rozmontowanie zapory jaką jest Kościół. Jeśli ktoś jest naiwny niech liczy na sojuszników. Gdybyśmy w 1918 roku oglądali się na sojuszników i sąsiadów niepodległej nie byłoby do dziś. A swoich przyjaciół poznaliśmy już w biedzie: w 1939 roku, potem w Jałcie i Poczdamie.

       Dziś cieszy to, że młode pokolenie, pomimo  wielu usiłowań nie wstydzi się ojczystej tradycji, obyczaju, cieszą grupy rekonstrukcyjne i udział młodzieży w patriotycznej edukacji podejmowanej często oddolnie w sytuacji dziwnej niemocy państwa i mody na obrzydzanie naszej przeszłości w mediach i filmowej produkcji. Uczy ono starszych jak nie wstydzić się Polski. Patrzymy dziś ze zdumieniem jak sąsiedzi zza Odry wybielają zbrodniarzy i zrzucają z siebie winę. Pokazują rzekome rozterki swoich „ojców i matek” w czasie wojny. Nasi ojcowie tych ich rozterek nie widzieli np. w 1944 roku na Woli  gdy patrzyli na Niemców strzelających do wózków z niemowlętami i obrzucających granatami spędzonych na podwórza ludzi. Niech oni się wstydzą. Przykre, że dziś w wolnej Polsce trzeba się zmagać o nauczanie historii i o „Pana Tadeusza” w szkole. W tym kontekście posłuchajmy słów Prymasa Tysiąclecia i kard. Wojtyły wygłoszonych 40 lat temu i pytajmy siebie i rządzących dlaczego brzmią dziś tak niezwykle aktualnie.  Pierwszy tekst z 1972 r.  (…) Drugi to fragment kazania z ostatniej procesji  Bożego Ciała jaka kard. Wojtyła poprowadził w Krakowie w 7 czerwca 1978 roku:

„Naród żyje prawdą o sobie, ma prawo do prawdy o sobie… ma prawo tę prawdę zdobywać przede wszystkim ma prawo jej oczekiwać od tych którzy wychowują, którzy prowadzą przedszkola, szkoły i uniwersytety… Nie można przyszłości budować inaczej jak tylko z tego fundamentu jakim jest nasza przeszłość… nie można krzywić i paczyć duszy młodego Polaka, bo wyrwany z tej tysiącletniej gleby przestaje wiedzieć kim jest. I łatwo staje się łupem różnych słabości, których konsekwencje są czasami, nieobliczalne, nieodwracalne…(…) modlimy się za naszą Ojczyznę, bo ją miłujemy! … bo ją miłujemy! To jest nasza wielka miłość! I niech nikt nie śmie rozliczać nas z naszej miłości do Ojczyzny, do Polski!… Niech  się nikt nie waży!”.

Bardzo głośno trzeba dziś powtarzać te słowa. Z zatroskania o Polskę, bez jakiejkolwiek nienawiści, ale stanowczo. Chcemy budować ojczysty dom, upiększać go, chcemy szanować Ojczyznę – Matkę i kochać. Ale do tego nie potrzebujemy cudzych i obcych nam recept, bo mamy swoje, sprawdzone. I modlimy się dzisiaj o prawdę w mediach, o prawdę polityce, o prawdę w szkole, o prawdę o Smoleńsku, o to także, by miliony wypchniętych przez biedę mogły do domu wrócić i tu pracować, by emeryci nie żyli z głodowych pensji a zbrodniarze opływali w dostatki, by popękały „układy zamknięte” i byśmy już więcej nie zasłużyli sobie na śpiew „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Przeto: „Wróć biednej Polsce świetność starożytną, użyźniaj pola, spustoszone łany, niech szczęście, pokój na nowo zakwitną, przestań nas karać Boże zagniewany…” Amen.

Autor: ks. Dr Franciszek Gomułczak

Wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Misjonarz i rekolekcjonista. Obecnie w Rzymie.

Wstępem opatrzyła Grace Wood