Europa nie chce Krzyża – Dlaczego?

Europa nie chce Krzyża – Dlaczego?

1634
1
UDOSTĘPNIJ

 „Kiedyś Krzyż był niewygodny, ponieważ przeszkadzał w budowaniu „raju na ziemi” metodami iście nie rajskimi, dziś także przeszkadza w budowaniu… no właśnie, czego? Chyba kolejnego „raju”, który w efekcie może okazać się mutacją tamtego „nieudanego”. Zbyt łatwo ulegamy złudzeniu, że decyzje podejmowane w Brukseli, Strasburgu czy niekiedy w Warszawie, nas nie dotyczą. Jeśli prześpimy moment, w którym Krzyż i to, co on wyraża zniknie z przestrzeni publicznej, prędzej czy później czujne oko Wielkiego Brata zastąpi go i zacznie „czuwać” nad każdym, obojętnie czy jest wierzącym, czy ateistą. Gdy na własnej skórze przekonamy się, co znaczą słowa Jana Pawła II, że „demokracja bez wartości staje się zakamuflowanym totalitaryzmem”, będzie już za późno. Na cokolwiek”.

A tymczasem póki jeszcze nie jest za późno tym artykułem przemawia do nas ks. Dr Franciszek Gomułczak SAC. Wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Misjonarz i rekolekcjonista i wyjaśnia dlaczego Krzyż jest taki ważny w naszym życiu.

– Jest  symbolem, jednym z wielu, jakie określają nas jako ludzi i jako Polaków, synów i córki tej samej Ojczyzny. Każdy symbol wyraża pewne treści, które łączą, pomagają budować wspólnotę i dają poczucie tożsamości i bezpieczeństwa. Takim symbolem jest dla nas Orzeł Biały, przypominający nam całą naszą historię, dający też poczucie narodowej więzi w oparciu o wspólnotę krwi, kultury, losów czy wyznawanych wartości. Świat bez symboli byłby mniej czytelny. Każdy człowiek może mieć swoje symbole, które dla innych mogą być zupełnie nieczytelne; my mówimy tu o tych, które, w mniejszym czy większym stopniu, są jednak wspólne dla nas.

 – Ma znaczenie uniwersalne. Chociaż jest symbolem przede wszystkim religijnym, pełni także ważną rolę identyfikującą dla naszego kręgu cywilizacyjnego, a także naszej narodowej kultury. Jest to, nie byle który krzyż, ale ten na którym umarł za nas Jezus Chrystus. Zawieszony na ścianie przypomina, że człowiek nie jest samotną wyspą, ale żyje we wspólnocie i jest wezwany do jej budowania, a także do poświęceń dla niej aż po ofiarę życia, jeśli wymagają tego okoliczności. Może być czytelnym znakiem i nauczycielem dla każdego, bez względu na wyznawany światopogląd. Cywilizacja europejska wyrosła bowiem z Krzyża. Bez olbrzymiego wysiłku Kościoła po upadku rzymskiego Cesarstwa Zachodniego,  w tak pogardzanej dziś epoce Średniowiecza, bez trudu zakonów mniszych ocalających spuściznę starożytności, nie byłoby możliwe powstanie uniwersytetów i budowanie zrębów współczesnej Europy. Ten rozdział europejskiej historii należy poddawać rzetelnym badaniom, zamiast z motywów czysto ideologicznych poruszać się po jego obrzeżach i demonizować. Jan Paweł II nie bez powodu po tylekroć mówił o chrześcijańskich korzeniach Europy. To Kościół po chrzcie Franków scalał Europę, to „mentalność Krzyża” kazała troszczyć się o sprawy duchowe bez zaniedbywania doczesnych. Podwaliny pod współczesną Europę położyli ludzie, dla których krzyż nie był pustym symbolem.

Do takiej scalającej się Europy dołączyła w 966 roku Polska, od swoich historycznych początków wyrastająca w cieniu Krzyża. Jedna religia konsolidowała poszczególne plemiona i umacniała pozycję władcy jako pomazańca Bożego. Nasz pierwszy historyczny władca dokumentem znanym jako „Dagome iudex” oddał swoje państwo w opiekę Stolicy Apostolskiej, a po roku 1000., Polska dzięki utworzeniu metropolii w Gnieźnie i koronacji Bolesława Chrobrego stała się pełnoprawnym i liczącym się państwem ówczesnej Europy. Z czasem nasza Ojczyzna stała się krajem wielu kultur i wielu narodów, gdzie nie toczyły się wojny religijne, zaś Żydzi posiadali szeroką autonomię. Określanie Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”, przez wielu wyśmiewane, nie wzięło się z powietrza. Bitwa pod Legnicą, Odsiecz Wiedeńska, czy późniejsza Bitwa Warszawska 1920 roku każą pytać o to, jak wyglądałaby współczesna Europa  bez tej naszej ofiary i jak wyglądałaby Polska bez obrony Jasnej Góry. Dopowiedzeniem niech będzie Konstytucja 3 Maja, napisana „W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego”. Wszystko, czym nabrzmiała jest nasza historia i czym przesiąknięta jest narodowa kultura, w większym lub mniejszym stopniu, najogólniej mówiąc, wyrasta z Krzyża.

 – Krzyż obronił nas, zdradzonych i sprzedanych na targowisku historii po II wojnie światowej. Kim bylibyśmy dzisiaj i czy w ogóle „bylibyśmy”, gdyby nie nasza chrześcijańska spuścizna, Kościół i Prymas Tysiąclecia? Krzyż mówił nam w czasach komunizmu prawdę o nas samych, był symbolem bardzo wyrazistym i mobilizującym. Dlatego był atakowany i… broniony, bo stał się gwarantem naszej, także doczesnej wolności. Nie waham się stwierdzić, że kto dziś próbuje zerwać Krzyż ze ścian, igra z ogniem. Tak „niewinnie” zaczynało się bowiem każde piekło na ziemi, poczynając od Robespierre’a.

 – Krzyż towarzyszy nam od zarania dziejów. Przypomina o walce, jaką stoczył na nim Chrystus. Jest inspiracją do zmagania się o to, co dobre, piękne i szlachetne, nawet za cenę największej ofiary; odrzuca wszelki egoizm i prywatę. Jest symbolem wierności, honoru, poświęcenia, miłości bliźniego i Ojczyzny. Uczy nas prawdziwego humanizmu. Ludzie posiadający uproszczoną wizją człowieka źle się czują w jego cieniu, a ich symbole nie współgrają z Krzyżem.

 – Humanizm Krzyża zabrania krzywdzić kogokolwiek, bez względu na to czy człowiek żyje 6 sekund czy 90 lat. W nim pełnego wyrazu nabierają takie słowa, jak poświęcenie, ofiara, współczucie, miłość. Wszelkim egoizmom mówi – nie! Humanizm Krzyża każe widzieć np. w dziecku poczętym osobę, byt autonomiczny posiadający swoje niezbywalne prawa, coraz bardziej w miarę rozwoju niezależny od  matki, byt, którego nie wolno postrzegać jako jedynie część jej organizmu, zaś wątpliwości typu: „kiedy zaczyna się człowiek” każe rozstrzygać na korzyść „pozwanego”, w tym wypadku dziecka. To także element cywilizacji łacińskiej. Wobec tej humanistycznej głębi laickie pojęcia o „reprodukcji” i prawie kobiety do „własnego brzucha” brzmią nader wulgarnie.

 – Europa nie chce Krzyża. W preambule do niedoszłej europejskiej konstytucji chciano pominąć jakąkolwiek wzmiankę o chrześcijaństwie.  Po starożytności miałoby więc być już tylko „oświecenie” z jego krwawą rewolucją francuską, kultem rozumu i deifikacją człowieka. Buduje się więc Europę bez Krzyża: zrywającą krzyżyk z piersi stewardessy, karzącą pielęgniarkę za samą propozycję modlitwy, pozwalającą 16-latkom  na aborcję bez zgody rodziców, dającą dzieciom pigułkę „dzień po” i odszkodowanie kobiecie, której lekarze nie pozwolili na zabicie dziecka. Rzeczywiście, Krzyż nie przystaje do takiej Europy.

 – A czy my chcemy takiej Europy? Na naszym ojczystym podwórku mamy sporo bojowników o „europejskie standardy”, jak to ładnie nazywają. Jakoś nie było ich widać, gdy obrona praw człowieka rzeczywiście kosztowała. Próżno by szukać ich nazwisk wśród obrońców praw człowieka epoki komunistycznej. Ciężko znoszą fakt, że to raczej duchowni ponosili ofiary i ginęli. Oni wtedy byli „politycznymi realistami”. Dziś, gdy walka o „prawa człowieka” nic nie kosztuje, a czasem wręcz odwrotnie, wdzięcznie przemykają przed kamerami i po sejmowych korytarzach. Nie są nawet jego / krzyża / wrogami, jak zapewniają, nie pasuje im jedynie do „współczesnych standardów”. Warto im uświadomić, że Krzyż jak i Ten, który na nim zawisł raczej nigdy do światowych standardów nie pasował; nie dziwi więc, że nie pasuje do „współczesnych”. Trzeba za to pytać: jak nie Krzyż to co? Czy aby nie zwyczajny nihilizm, wyprana z treści nowomowa i laicki terror zwany dla niepoznaki tolerancją? Bo życie duchowe nie znosi pustki. Jak się usuwa jedno trzeba je zastąpić czymś innym. Pytanie tylko, czym? Zdaje się, że Europa wcale nie szuka odpowiedzi na to pytanie, podobna do ciężko chorego wmawiającego sobie, że jest okazem zdrowia.

 – Kiedyś Krzyż był niewygodny, ponieważ przeszkadzał w budowaniu „raju na ziemi” metodami iście nie rajskimi, dziś także przeszkadza w budowaniu… no właśnie, czego? Chyba kolejnego „raju”, który w efekcie może okazać się mutacją tamtego „nieudanego”. Zbyt łatwo ulegamy złudzeniu, że decyzje podejmowane w Brukseli, Strasburgu czy niekiedy w Warszawie, nas nie dotyczą. Jeśli prześpimy moment, w którym Krzyż i to, co on wyraża zniknie z przestrzeni publicznej, prędzej czy później czujne oko Wielkiego Brata zastąpi go i zacznie „czuwać” nad każdym, obojętnie czy jest wierzącym, czy ateistą. Gdy na własnej skórze przekonamy się, co znaczą słowa Jana Pawła II, że „demokracja bez wartości staje się zakamuflowanym totalitaryzmem”, będzie już za późno. Na cokolwiek.

Przedruk w całości ze strony: http://apostol-milosierdzia.pl

Autor: ks. Dr Franciszek Gomułczak

Wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Misjonarz i rekolekcjonista.